PODSUMOWANIE PIERWSZYCH TRZECH TYGODNI

Jako, że już od trzech tygodni rozszerzamy dietę naszego syna, chciałabym podzielić się moimi odczuciami i postępami, które Tomek poczynił. 

Jest to jeden z bardziej hmm.. poruszających tematów do tej pory. Chodzi mi tutaj o chęć dawania rad, komentowania i przekonywania do swoich racji. Mam wrażenie, że rozszerzanie diety urosło lub nawet przerosło temat karmienia piersią. W zasadzie w obu tych tematach jest mnóstwo mitów, z którymi specjaliści próbują się rozprawić. 

Chciałabym dziś tutaj napisać jak to wszystko wygląda zarówno od strony rodzica, ale też specjalisty. Z racji tego, że jest to temat, który od zawsze mnie interesował. W zasadzie nie mogłam się już doczekać, aż całą moją wiedzę i doświadczenie z pacjentami wykorzystam w domowej praktyce z własnym dzieckiem. 

Okej, a więc do rzeczy… jako, że zalecenia mówią, że najlepszy czas na rozszerzanie diety jest między 17 a 26 tygodniem życia dziecka. A jednocześnie podkreśla się, że ważne, aby dziecko przez pierwsze 6 miesięcy życia było karmione tylko mlekiem mamy lub modyfikowanym. 

My przygodę rozpoczęliśmy ok. 10 dni przed ukończeniem 6 miesięcy przez Tomka. Inne oznaki gotowości (tu przeczytasz o nich więcej), które zauważyłam, to zainteresowanie jedzeniem. Dodatkowo uważam, że jak na swój wiek ma dobrze rozwiniętą motorykę rączek i fajnie radzi sobie z zabawkami, wkładaniem ich do buzi itd. Uznałam to za bardzo pomocne umiejętności. 

Czy Tomek siedzi? Nie i raczej szybko tego nie zrobi :p, dlatego nasza fizjoterapeutka zaleciła, aby go jeszcze nie sadzać do krzesełka, nawet na czas karmienia. Piszę to, ponieważ ogólnie mówi się, że na tak krótki czas można niesiedzące dziecko wsadzić do krzesełka. Jednak zawsze zalecam indywidualne podejście i skonsultowanie się w tej sprawie. 

Czy ma zęby? Dopiero od kilku dni zaczynają się przebijać. 

Do czasu rozszerzania był karmiony wyłącznie piersią na żądanie

Miałam różne pomysły od czego chciałabym zacząć, co podać jako pierwsze. Choć nie ma żadnych badań ani wytycznych, które mówiłyby, że lepiej jest zacząć od warzyw, to i tak większość od nich zaczyna 🙂 

Jak już sobie w głowie wyobraziłam, jak będzie wyglądało pierwsze podejście do jedzenia, to ogarnęła mnie ekscytacja

Tyle na to czekałam !!! 

Potem strach, a co jak się zakrztusi, zadławi, albo coś pójdzie nie tak?

W końcu ten mały organizm w ogóle nie wie o co w tym chodzi, że jedzeniem można się najeść, że trzeba wziąć do buzi, pogryźć i połknąć. 

Wtedy powiedziałam sobie dokładnie to samo, co mówię mamom, które przychodzą do mnie po pomoc przy rozszerzaniu diety: 

Bacznie obserwuj dziecko, daj mu czas się oswoić z nową sytuacją, podążaj za dzieckiem. Rób wszystko w zgodzie ze swoimi emocjami i sobą. 

Mam tutaj na myśli głównie strach, bo to przede wszystkim on towarzyszy rodzicom, którzy rozpoczynają rozszerzanie diety. Zawsze jest wymieniany na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o odczucia.

Czy ja się bałam? 

No jasne i podając nowości boję się dalej, boję się jak podaję kawałki i jak widzę, że zaczyna się krztusić lub odłamie sobie za duży kawałek. 

Myślę sobie, że to nieodzowny element macierzyństwa, wewnętrzny strach o swoją pociechę. Ale małe poczucie bezpieczeństwa daje mi znajomość pierwszej pomocy, naoglądałam się filmików, jak reagować i dzięki temu strach jest mniejszy. Chyba nie da się go całkowicie zredukować 😉 

Za każdym razem, kiedy się krztusi to mam serce w gardle, ale wiem, że dzięki temu się uczy i kształtują się odpowiednie reakcje organizmu. Jestem świadoma, że w końcu to minie, już jest dużo lepiej niż było na początku, a to dopiero 3 tygodnie. Pierwsze zachłyśnięcie wodą też już za nami, pół dnia chodziłam zestresowana tą sytuacją. Na samo wspomnienie robi mi się słabo! Ale wodę podaję dalej, bacznie nasłuchuje i obserwuje reakcję. 

Na pierwszy rzut poszedł ZIEMNIACZEK, miał być brokuł, ale jakoś tak na spontanie wyszło, że przy niedzielnym obiedzie padło właśnie na kartofelka. Pokrojony na ćwiartki do rączki. 

Zainteresowanie bardzo małe, w zasadzie zerowe. 

Mama zawiedziona!

Kolejne podejście następnego dnia – MARCHEWKA na parze, też długie kawałki do rączki i część rozgnieciona widelcem. 

Wziął do rączki, odgryzł kawałek dość duży, ja już miałam prawie zawał, ale pomamlał, zakrztusił się i wypluł. Ufff, ale za chwilę zakrztusił się znów, jak tylko rozgnieciona marchewka pojawiła się na języku. 

Trzeciego dnia pojawiła się rano kasza manna z potartym jabłuszkiem, i popołudniu kalafior – zakrztuszeń i odruchów wymiotnych dużo, za każdym razem. Niezależnie od konsystencji. 

Następnie każdego dnia mieliśmy dwa posiłki. Chyba, że akurat nie było nas w domu to omijaliśmy. Stwierdziłam, że to dla niego wystarczająco dużo wrażeń, że jest poza domem. Nie chciałam dokładać jeszcze emocji związanych z rozszerzaniem diety. 

Koło południa zazwyczaj pojawiała się owsianka/kasza manna na wodzie z dodatkami (tutaj więcej o kaszkach). A popołudniu owoc/warzywo w kawałku z jogurtem lub chlebek z dodatkami. 

Jak wprowadzałam alergeny? Co 2-3 dni nowy alergen w kolejności: 

Gluten – kasza manna 

Nabiał – jogurt naturalny 

Orzechy – maso orzechowe 

Jajko – jajecznica bez tłuszczu 

Ryby – dopiero przed nami 

Co do picia?

Wodę podaję po każdym posiłku z kopniętego kubeczka i czasem pomiędzy karmieniami. Oczywiście kubeczek mocno trzymam i wszystko kontroluje. Na początku tylko dmuchał w wodę, robił bąbelki. Wkładał paluszki do środka – poznawał konsystencję. Później jak pozwolił, aby woda dostała się do jego buzi to po sekundzie wypluwał to co tam wpadło. Łącznie ze śliną, więc miałam wrażenie, że po posiłku wody było więcej niż przed w kubeczku. Teraz od kilku dni słyszę połknięcia, cały czas jest wypluwanie i bąbelki ale zdarza się też łyk! Sukces! 

Do posiłku siadamy zazwyczaj 1h po karmieniu piersią (zgłasza się do piersi co ok. 2h). A po posiłku również, jak posprzątam, to dostaje pierś. 

Czy stosujemy BLW? 

Metoda rozszerzania diety BLW zakłada oddanie całkowitej odpowiedzialności dziecku (co i ile zje z tego co mu podamy). Często ta metoda jest wiązana tylko z podawaniem kawałków, a to jest tylko jakby malutka część tego. Podawanie bezpiecznych kawałków ma ułatwić dziecku pobieranie pokarmu samodzielnie od samego początku. 

U nas ze względu na to, że Tomek jeszcze nie siedzi w krzesełku, to ma troszkę utrudnione zadanie i zajada na moich kolanach ze stołu. Często ma problem żeby sobie sięgnąć po jakiś produkt, więc widząc jego zaangażowanie podaje mu kawałek do rączki. Zdarza się też, że nabieram coś na łyżeczkę i mu podaję do rączki. Jednak z tą łyżeczką jest różnie, widzę, że ona go bardziej interesuje jako gryzak na ząbki. Także staram się jednak częściej przygotowywać posiłki do rączki, albo zupki podawać w kubeczku. Do łyżeczki musi się jeszcze dużo nauczyć. Nie zrezygnuję z niej, bo łyżeczka jest ważnym etapem, ale widzę, że lepiej sobie radzi jak ma jedzonko w rączce. 

Co sprawdza się najlepiej? 

W moim odczuciu Tomek najlepiej radzi sobie z chlebkiem (odcinam skórkę i smaruje dodatkami – masło, Bieluch, pasty, rozgnieciona fasolka). Moim zdaniem to wymiata. 

Na drugim miejscu są miękkie warzywa/owoce ze skórką pokrojone na ćwiartki – kiwi, pomidor, miękka śliwka, dojrzała nektarynka, cukinia na parze. Idealny kształt dla małej rączki, dzięki skórce mniej się ślizga i Tomek dziąsełkami sobie rozgniata miąższ i zdrapuje ze skórki. Jeszcze banan do połowy w skórce.

Kalafior i brokuł póki co tylko rozgniata. Owsianką, kaszą manną, jaglanką się tylko bawi i smaruje po stole. Widocznie potrzebuje więcej czasu :). I oczywiście go dostanie, będę mu podawała cały czas i obserwowała, czy są postępy. 

Koktajl z kubeczka też sprawdził się nawet fajnie. 

Czy Tomek coś zjada? 

Początki były mega słabe, co mnie szczerze zdziwiło. Przez pierwsze kilka posiłków zupełnie nic nie lądowało w brzuszku, czasem nawet w buzi! Były tylko ciągłe krztuszenia, nawet jak ciut owsianki znalazło się na języku to był odruch wymiotny. Ale wiem, że to jest potrzebne i dzięki temu dziecko się uczy, więc pilnowałam i obserwowałam jak sobie radzi. I faktycznie z każdym posiłkiem było i jest coraz lepiej. 

Pamiętam radość jak ujrzałam pierwszy mikrokawałek marchewki, czy pesteczki z kiwi w kupie. Bo na początku tylko po tym można rozpoznać, czy dziecko cokolwiek zjadło.

I te ilości zjadane ni jak mają się do zaleceń, gdzie na początek dziecko powinno zjadać 2-3 łyżeczki. Jeżeli oddajesz odpowiedzialność dziecku za to ile zje, przygotuj się, że to najprawdopodobniej nie będą ilości, które Ciebie usatysfakcjonują. 

Człowiek od razu by chciał, żeby dziecko się najadało i zjadało wszystko co mu przygotujemy. Ale musimy się pogodzić z tym, że to dziecko wie najlepiej ile potrzebuje. A pierwsze miesiące to przede wszystkim PRÓBOWANIE i OSWAJANIE z jedzeniem, a nie zapełnianie brzuszka. Podstawa to mleko mamy lub modyfikowane. Jedzenie to tylko wisienka na torcie. 

Mnie też przychodzi to ciężko, nawet nie sądziłam, że aż tak! Ale chcę mu dać przestrzeń od samego początku i będę się tego trzymać. Zobaczymy co będzie dalej. 

Jeżeli udało Ci się dotrzeć aż do końca jest mi ogromnie miło !!! Fajnie było znów coś napisać i podzielić się tymi emocjami z Tobą.

Czas na podsumowanie!

Moje obserwacje na przestrzeni 3 pierwszych tygodni rozszerzania diety: 

  • Ilość: coraz więcej trafia do buzi i brzuszka, choć wciąż są to śladowe ilości, najwięcej zostaje na fartuszku i ziemi; cieszę się, że wykazuje chęci aby próbować i dotykać; absolutnie nie ma mowy o najadaniu się, czy jedzeniu dużych ilości. 
  • Czas: na początku tracił zainteresowanie po ok. 5minutach, teraz siedzi i poznaje konsystencje nawet 20min! Jak tylko zaczyna się denerwować albo patrzeć w okno (tak sygnalizuje koniec) to kończymy.
  • Samodzielność: sam rzadko coś podnosi z talerzyka, więc jeżeli już wszystkiego dotknie i widzę, że jest mu ciężko złapać – podaję do rączki; choć dziś złapał sam chlebek! Jednak myślę, że to bardziej wynika z pozycji, w krzesełku sięga sam (raz na próbę go wsadziłam i byłam w szoku jaka była różnica); 
  • Jakość: narazie dotyka lub/i próbuje wszystkiego; choć te kaszki średnio mu odpowiadają póki co; 
  • Łyżeczka: po nałożeniu jedzenia na łyżeczkę sam celuje do buzi, ale jak pisałam bardziej traktuje ją jak gryzak; więc narazie zostajemy przy kawałkach; 
  • Woda: po 2,5tyg proponowania wody mamy pierwsze połknięcia! 
  • Talerzyki: z przyssawką są super na chwilę obecną, bo nasz stół średnio się sprawdzał bez talerzyka; ale jak usiądzie to krzesełka to planuję większość posiłków podawać po prostu na blacik.
  • Co dalej? W najbliższym czasie spróbujemy rybki, mięska w formie pulpecika, jakieś kaszy w formie kulki, papryki, gruszki i zobaczymy co tam jeszcze matce przyjdzie do głowy 😀

Jeżeli wpis Ci się podobał, będzie mi miło, jeżeli dasz mi o tym znać w komentarzu na IG lub Facebooku. Na IG zostawię okienko do zadawania pytań, być może coś Ci się nasunęło lub chciałabyś się czegoś dowiedzieć w kontekście rozszerzania diety – pytaj!

Z całego serducha Ci jeszcze raz dziękuję za dobrnięcie do końca i jeżeli będzie zainteresowanie to wkrótce znów zrobię takie podsumowanie. Trzymaj się cieplutko!

Pozdrawiam cieplutko!

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.