Czy kupne słoiczki dla niemowląt to zło wcielone? Można nimi zastąpić domowe posiłki? I wreszcie czy ja sama ich używam podczas rozszerzania diety?

Często z przerażeniem w głosie pytacie mnie podczas konsultacji, czy słoiczki są faktycznie takie złe. Wiem, doskonale jak potrafią ułatwić życie, dlatego też nie wyobrażam sobie zakazać ich używania. Z resztą jak mnie znasz, to doskonale wiesz, że uważam, że nic nie jest albo czarne albo białe. Warto przeanalizować i przegadać temat. I to właśnie teraz wspólnie zrobimy 🙂

Słoiczki

 Zdecydowanie największą zaletą kupnych jest to że są łatwo dostępne i możemy je kupić na zawołanie w każdym sklepie. Możemy też zrobić zapas na cały tydzień, a nawet miesiąc! Oprócz tego można je wszędzie ze sobą zabrać, są praktyczne i zajmują mało miejsca w torebce. Dzięki czemu sprawdzą się podczas dłuższych wyjść lub wyjazdów, gdzie nie ma możliwości przechowywania jedzonka w lodówce. Skład tych produktów jest w porządku, producenci dbają aby nie było tam zbędnych substancji.

 Natomiast minusem zdecydowanie jest cena, ponieważ za słoiczek o pojemności 250g zapłacimy niecałe 6 zł. No nie oszukujmy się, za tą cenę jesteśmy w stanie przygotować dużo większy posiłek. Ponadto mamy do wyboru ograniczoną ilość smaków. Niestety kaloryczność i gęstość odżywcza obiadków zamkniętych w słoiczkach nie zawsze są zadowalające. A jak wiadomo żołądek niemowląt jest malusieńki więc trzeba dbać aby każdy kęs był bombą odżywczą.

Domowe jedzenie

 Przede wszystkim to, że kalorycznością i gęstością odżywczą możemy operować w zależności od potrzeb dziecka. Istnieje niezliczona ilość kombinacji smakowych, zmiana jednego składnika, czy przyprawy zmienia smak dania. Ponadto przygotowując taki posiłek można nim nakarmić całą rodzinę traktując go jako pożywną zupę krem. Istnieje też możliwość przygotowania większej ilości i zamrożenia na później. Należy pamiętać aby produkty dla dzieci nie przechowywać dłużej niż 3-6 miesięcy w zamrażarce.

 Natomiast największy minus to chyba dość długi czas przygotowywania oraz potrzeba zaopatrzenia się w przybory kuchenne, np blender. Problem pojawia się również wtedy, gdy zapowiada się dłuższe wyjście z domu, bez dostępu do lodówki. Nie wszystko jesteśmy w stanie zabrać do torebki w upalny dzień. Wiadomo można zaopatrzyć się w specjalne pojemniki utrzymujące temperaturę, ale… 😉

Podsumowując chciałabym powiedzieć, że oba rozwiązania są generalnie dobre. Oczywiście decyzja należy tylko i wyłącznie do Ciebie jak będą wyglądały posiłki Twojego maleństwa. Ważne, aby dziecko mogło doświadczać jedzenia i poznawać rozmaite smaki.

Czas na ciekawe doświadczenie !

Aby sobie lepiej wyobrazić z czym dziecko ma do czynienia jedząc słoiczki, mam dla Ciebie zadanie. Swoją drogą dało mi ono do myślenia, z racji tego, że zafundowały mi je moje dziewczyny na mojej imprezce dzidziusiowej. Poleć innemu domownikowi, aby przy okazji zakupów kupił 2-3 słoiczki z obiadkami dla dzieci, różnorodne. Niech zakryje etykietki, albo Tobie oczy. Następnie skosztuj każdego słoiczka i spróbuj odgadnąć jaki to smak.

Jaki jest tego cel? Teraz wyobraź sobie, że każdy Twój posiłek tak wygląda. Dostajesz coś, nie wiesz w zasadzie co, wszystko wygląda podobnie, jedno smakuje lepiej, drugie gorzej. W zasadzie nie jesteś w stanie wyodrębnić z tej puli smaków osobnych produktów. Założę się, że nie odgadniesz wszystkich składników.

Jeżeli tak wygląda większa część posiłków dziecka, to pomyśl jak ono ma się nauczyć różnorodnie jeść i polubić różne produkty, skoro nawet nie wie jak one osobno smakują?

A co najgorsze nie wie jak wyglądają.

Jaką mają konsystencję.

Czy są miękkie, czy twarde.

Okrągłe, czy podłużne.

Żółte czy zielone.

Pachną intensywnie, czy nie.

Można je z łatwością rozmazać po blacie, czy to nie takie proste.

Czy można je rozgnieść językiem, czy trzeba się bardziej nagimnastykować.

To, że dziecko nie doświadcza różnorodnych produktów może źle się skończyć w przyszłości.

A co jeżeli chcesz podawać słoiczki lub nie masz innej możliwości na chwilę obecną? W takiej sytuacji zachęcam Cię do tego, aby troszkę urozmaicić te posiłki. Po pierwsze poprzez dodanie ziół podczas podgrzewania, czy chociażby poszatkowanej pietruszki zielonej lub koperku. Dodawaj takie przyprawy jak zazwyczaj do domowych potraw (oprócz soli!), aby dziecko poznawało Twoje smaki. Dodatkowo zawsze możesz wzbogacić wartość odżywczą poprzez dodanie oliwy, oleju, masełka, żółtka, śmietany zwierzęcej lub roślinnej, czy też mleczka kokosowego.

Po drugie oprócz słoiczka zawsze możesz proponować dziecku choć jeden produkt w całości. Albo dodatkowo posadź dziecko razem z całą rodziną do obiadu i daj mu kilka rzeczy z Twojego talerza do zabawy. Niech dotyka, doświadcza, rozmazuje po blacie, buzi, ubranku. Niech wie, że jedzenie to nie tylko gładkie papki. Nawet jeżeli nie będzie chciał tego wziąć do buzi, być może nie jest gotowy. Albo ma inne powody do tego. Ale to, że zobaczy i będzie mógł dotknąć jedzenia to już będzie dla niego zalążek budowania dobrych relacji z jedzeniem. To się zwróci w przyszłości 😉

W zasadzie temat kawałków dotyczy nie tylko podawania słoiczków samych w sobie, ale również wszystkiego w formie papek. To jest jak najbardziej okej, śmiało można od nich zaczynać i je podawać. Ale nie zapomnij o tym, że dziecko największe predyspozycje do nauki żucia i gryzienia ma właśnie między 6 a 10 miesiącem życia. Więc jeżeli zaczęłaś rozszerzać dietę od miksowanych posiłków, to koniecznie do 10 miesiąca życia dziecka, rozpocznij podawanie również kawałków. Dziecko nagle samo z siebie nie zacznie żuć, ono musi się tego nauczyć, pamiętaj, to bardzo ważny etap!

Choć nie da się ukryć, że domowe posiłki mają zdecydowaną przewagę w jednej jakże ważnej kwestii. Mam tutaj na myśli to, że maluch ma szansę poznawać smaki i preferencje domowników. Co w przyszłości może zapobiec niechęci do spożywania posiłków. Pamiętaj, że dziecko, żeby coś polubić musi to poznać. A żeby poznać to musi tego dużo razy spróbować. Czasem nawet kilkadziesiąt razy, aby smak się utrwalił i był uznany jako lubiany. Dlatego jeżeli małe dziecko kręci nosem na jakieś produkty, to nie rezygnuj z nich. Proponuj zawsze albo niech będą w zasięgu ręki, bo pewnego dnia się to odmieni. Pod warunkiem, że dziecko będzie miało do tego możliwość.

To na koniec jeszcze jak to jest ze słoiczkami u nas.

Mogłoby się wydawać, że jako dietetyk powinnam być ich przeciwnikiem. A tutaj nic bardziej mylnego. Sama z nich korzystam, skoro mają ułatwić życie to czemu nie! Jeżeli nie mam czasu na ugotowanie obiadu dla syna, to właśnie słoiczkami się posiłkuję. A druga sprawa, bardzo lubię używać w szczególności musów owocowych. Z racji tego, że teraz jest marny sezon na owoce, to takie słoiczki sprawdzą się super na zapoznanie dziecka z różnymi smakami letnimi. Staram się wybierać jeden smak lub dwa połączone ze sobą owoce. Używam ich najczęściej do domowej kaszki (tutaj wpis o kaszkach) lub jako “dżem” na chlebek. Myślę, że to dobre rozwiązanie. A tutaj przeczytasz więcej o naszych początkach z rozszerzaniem diety.

Myślę, że powiedziałam już o wszystkim, jeżeli ten tekst był dla Ciebie pomocny lub ciekawy będzie mi niezmiernie miło, jeżeli na Facebooku lub Instagramie (dietetyk_mz) dasz mi o tym znać w komentarzu lub wiadomości prywatnej <3

Jeżeli chcesz się dowiedzieć jak wprowadzać kawałki Twojemu maluchowi lub szukasz inspiracji do szybkich posiłków – zapraszam na konsultację on-line lub do Chorzowa 😀

Pozdrawiam cieplutko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.